loading please wait..

Subiektywny rzut oka na Włocha

Wczoraj spotkałam się z moimi koleżankami: Rosjanką i Chinką. Wyszłyśmy razem na drinka. Na aperitivo było jeszcze z godzinkę za wcześnie.

Dwie Słowianki i Azjatka w Mediolanie, wygląd mówi sam za siebie, kelnerka od razu pyta, czy życzymy sobie rozmawiać po angielsku. Odpowiadamy po włosku, że może z nami rozmawiać po angielsku, włosku, chińsku, polsku i rosyjsku.

Zamawiamy sprizt i drink bezalkoholwy. W sumie 24 euro. Trochę dużo. Okazuje się, że kelnerka spritz policzyła jako to aperitivo właśnie. Tylko nie zapytała wcześniej, czy sobie tego życzymy, czy w ogóle zamierzamy jeść. Ani też nie ponformowała, że tak zrobiła. Angela, która mieszka tu już 6 lat, mówi, że to normalne i że włoscy kelnerzy rozmawiają tylko z Włochami, a kiedy widzą turystów to ich ignorują. Trzeba zatem uważać, bo łatwo można się dać oszukać.

Kiedy na bazarku kupujesz u Włocha warzywa lub owoce to na ogół odkryjesz w domu, że pod warstwą świeżych i dorodnych czereśni kryją się czereśnie zepsute, a jabłka tak piękne i pachnące na straganie, kupiłaś podeschnięte. Jeśli chcesz dobre warzywa i owoce to musisz je kupować albo w supermarkecie, albo na bazarku, ale wówczas zawsze u tego samego sprzedawcy. Wtedy, na bazarku, dostajesz nie tylko świeże warzywa i owoce, ale także jakiś drobny bonus lub zniżkę.

Włosi są bardzo oszczędni. Kupują to co jest tanie lub w promocji. W moim podręczniku do nauki włoskiego dialogi wyglądają tak: „Poproszę 10 deko szynki” „A której?” „Tej w promocji” albo przy kasie „Czy mogę dostać zniżkę na te spodnie?”, „Niestety nie, są już w przecenie”. Ważne, żeby zaoszczędzić chociaż 50 centów. Nieważne, że puder za jasny do karnacji, jak jest w przecenie to bieżemy. Przeceny w Polsce kojarzą mi się źle: niska jakość, jakiś feler, lub tuż przed końcem daty ważności. Ale te przecenione produkty włoskie są dobrej jakości, poza tym ceny regularne są wysokie, więc może ma to jakiś sens.

W powszechnym użyciu są karty lojalnościowe w sieciówkach. Być może w Polsce też, ale nigdy nie korzystałam. Tu mają je chyba wszyscy, jakoś zmyślnie nimi płacą i odbierają nagrody. Wpadłam w to i ja. Po raz pierwszy w życiu zbieram punkty za zakupy na jakieś gratisowe prezenty. Niejako zmobilizował mnie do tego pewnien kasjer, który pewnego dnia, nie bacząc na kolejkę, wręczył mi ulotkę i wytłumaczył dokładnie zasady. Każdrazowo, kiedy robię zakupy, dba o to abym dostała stosowną naklejkę. Doceniam jego dbałość i skrupulatnie zbieram od kilku tygodni naklejki, mam już 10. Za 12 dostanę dwa kubeczki do lodów, albo owoców. Za 15 talerz. Ręcznie malowany.

Miejscowi rzadko mówią do mnie do mnie „Cara”, a tak zwracają się do Włoszek. Do mnie najczęściej mówią „Bionda” lub „Biondina”. I na takim bazarku na przykład, proszę o kilogram moreli. Sprzedawca udaje się w kierunku skrzynek z morelą, po czym wrzeszczy „A których moreli, biondina?” . Odkrzykuję odpowiedź, nie do końca pewna, czy powinnam się obrazić za to „biondina”, a myślę sobie z rozbawieniem ”Co się tak wydzierasz, przecież wiadomo, że tych w promocji”.

 

Posted on 6 lipca 2018 in Mediolan

Share the Story

About the Author

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.