loading please wait..

Czy być sobą czy nie wolno..? A. Miller, Mury milczenia

Z okazji mijających świąt fragment z książki Alice Miller „Mury milczenia”.

Być sobą i cierpieć?

„Często spotykam się z argumentem, że człowiek, który miałby możność rozwinąć w dzieciństwie swoje prawdziwe ,,ja”, w naszym społeczeństwie musiałby cierpieć, bo wzbraniałby się dopasować do jego niektórych norm. Wiele przemawia za tą myślą, którą posługiwano się często jako argumentem za koniecznością wychowania. Rodzice, jak mówią, chcą tak wcześnie, jak jest to możliwe, uczynić dziecko zdolnym do przystosowania się, żeby w szkole i w życiu zawodowym nie musiało cierpieć. Ponieważ cierpienia dzieciństwa i ich oddziaływanie na kształtowanie się charakteru są dotychczas mało znane, argumentacja ta z pozoru nadal ma znaczenie. Przykłady z historii wydają się ją nawet potwierdzać, ponieważ ludzie, którzy nie dopasowali się do obowiązujących norm społecznych i pozostali wierni prawdzie, tzn. także sobie, musieli umrzeć jako męczennicy.

A ponad 2 tysiące lat temu…

(…) Dzieła sztuki różnych czasów ciągle przedstawiają masowe mordy na dzieciach. Weźmy na przykład króla Heroda, który kazał zamordować małe dzieci w swoim kraju. Czuł się przez nie zagrożony, bo wśród nich mógł znajdować się nowy król, gotowy zakwestionować jego prawo do tronu. Zgotował więc w Betlejem krwawą łaźnię: polecił „zabić wszystkich chłopców do lat dwóch”.

Śmierć dzieci była wówczas czymś tak normalnym, że, jak mówi przekaz, jedynie Maria i Józef opuścili ojczyznę, żeby ratować swojego syna. Miłość rodziców uratowała Jezusowi nie tylko życie, lecz umożliwiła mu rozwinięcie bogactwa duszy, co ostatecznie doprowadziło do jego wczesnej śmierci. Słuszne będzie wobec tego stwierdzenie, że prawdomówność Jezusa doprowadziła go do wczesnej śmierci, przed którą uratowałoby go fałszywe, dopasowane „ja”.

Ale czy pełne znaczenia życie można mierzyć miarą ilościową? Czy Jezus byłby szczęśliwszy, gdyby rodzice zamiast dać mu miłość i uwielbienie, wychowali go na wiernego poddanego Heroda lub uczonego w piśmie?

Fakt, że Jezus dorastał w rodzinie, która chciała jedynie otoczyć go miłością i szacunkiem, jest uznany przez wierzących chrześcijan, którzy widzą w Jezusie syna Boga i wierzą w przekazy. Właśnie ten fakt uwielbienia dziecka jest świętowany w całym chrześcijańskim świecie w czasie świąt Bożego Narodzenia. Mimo to cała chrześcijańsko-religijna pedagogika nigdy nie brała tej okoliczności pod uwagę. Nawet jeżeli się przyjmie, że Jezus swoją zdolność miłości, prawdomówność i dobroć zawdzięcza nie wyjątkowej, pełnej miłości postawie Marii i Józefa, lecz lasce swojego boskiego ojca, można zadać pytanie, dlaczego Bóg powierzył swego syna opiece właśnie tych ziemskich rodziców?

„nie kazania, lecz szacunek i chęć zrozumienia dziecka czynią je zdolnym do miłości”

Jest właściwie rzeczą dziwną, że w całym naśladownictwie Chrystusa pytanie to, które mogłoby dać impulsy pedagogom, nigdy się nie pojawiło. Usługujący rodzice dziecka nigdy nie stali się przykładem. Przeciwnie, w religijnych książkach są polecane sposoby okiełznania dziecka już w wieku niemowlęcym. Ale skoro tylko przestaje być tajemnicą, że ten wzór postępowania jest psychologiczną prawidłowością, skoro wielu rodziców zauważy, że nie kazania, lecz szacunek i chęć zrozumienia dziecka czynią je zdolnym do miłości, ludzie, którzy mieli takie dzieciństwo, nie będą już wyjątkiem i nie będą musieli umierać męczeńską śmiercią.

„społeczeństwo boi się żywiołowości i prawdomówności dzieci i próbuje je zniszczyć; ale żyjącej prawdy nie można zabić”

Jeżeli Herod posłuży nam jako symbol społeczeństwa, także dzisiejszego, to można będzie znaleźć w historii Jezusa elementy, których (w zależności od doświadczenia) możemy użyć jako argumentów za lub przeciw wychowaniu: z jednej strony mord na dzieciach i normy społeczne, a z drugiej niezwykli rodzice, słudzy swojego dziecka, którzy według poglądów pedagogów musieli prowokować tyrana. Uosobione w Herodach społeczeństwo boi się żywiołowości i prawdomówności dzieci i próbuje je zniszczyć; ale żyjącej prawdy nie można zabić, nawet gdy państwowi i kościelni funkcjonariusze społeczeństwa „zajmują się” sprawowaniem opieki nad prawdą, aby ją usunąć. Stale powracające zmartwychwstanie prawdy nie daje się stłumić i będzie nieustannie potwierdzane życiem, pojedynczych ludzi. Kościół jako instytucja społeczna wiele razy próbował przeszkodzić temu zmartwychwstaniu, nawołując np. w imię Chrystusa do wojen i wyraźnie zalecając rodzicom tłumienie za pomocą surowych sankcji dziecięcej duszy (dziecięcych uczuć) w imię świętych wartości wychowania (posłuszeństwa, podporządkowania się, samozaparcia) (por. np. M. Mehr, 1981).

W rzekomo przyzwolonej przez Boga walce Kościoła z żywiołowym dzieckiem, która rzeczywiście rozgrywa się codziennie w procesie wdrażania do posłuszeństwa, ślepego podporządkowania się znaczącej osobie i w budzeniu przekonania o własnej podłości, odzwierciedla się raczej spuścizna po Herodzie (lęk przed prawdą odrodzoną w dziecku), niż ucieleśnione w Jezusie zaufanie do ludzkich możliwości. Nienawiść, będąca wczesnodziecięcą reakcją na tego rodzaju wychowanie, rozszerza się w nieskończoność i Kościół popiera (częściowo nieświadomie) to rozprzestrzenianie się zła, które, jak świadomie sądzi, zwalcza (por. A. Miller. 1980).”

Posted on 30 grudnia 2018 in Cytaty, Powrót do siebie, Wewnętrzne dziecko

Share the Story

About the Author

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.