loading please wait..

Witaj na świecie, dziecię!

W szpitalu

„W klinikach położniczych świata zachodniego nie ma możliwości znalezienia pociechy u wilczycy. Noworodka, którego skóra tęskni za pierwotnym dotknięciem miękkiego, emanującego ciepłem, żywego ciała, zawija się w suchy, martwy materiał. Kładzie się go do łóżeczka, choć krzyczy, ile sił. Tam jest skazany na męczącą pustkę, w której nie ma żadnego ruchu (po raz pierwszy w jego całym cielesnym doświadczeniu, podczas milionów lat jego ewolucji i błogiej wieczności w macicy). Jedyne dźwięki, jakie może słyszeć, to krzyki innych ofiar, które cierpią tę samą, niewypowiedzianą mękę. Te dźwięki nic mu nie mówią. Dziecko krzyczy i krzyczy rozpaczliwie; jego nie przyzwyczajone do powietrza płuca są przeciążone. Nikt nie przychodzi. A ponieważ zgodnie ze swoją naturą wierzy w prawidłowe zasady życia, robi jedynie to, co potrafi: krzyczy nadal. W końcu wyczerpane zasypia — mija cała wieczność. Budzi się pełne nieprzytomnego strachu przed ciszą, bezruchem. Krzyczy. Od stóp do głów pełne jest palącej tęsknoty i niecierpliwości. Z trudem łapie powietrze i krzyczy, aż pulsuje mu głowa pełna zgiełku. Krzyczy aż do bólu piersi, aż jego krtań staje się raną. Nie może już dłużej znieść bólu; jego szlochanie staje się słabsze i cichnie. Nadsłuchuje. Otwiera i zaciska piąstki. Przekręca głowę. Nic nie pomaga. To jest nie do zniesienia. Znowu zaczyna krzyczeć, ale dla jego nadwerężonej krtani to zbyt wiele: wkrótce znowu przestaje. Usztywnia swoje zmaltretowane, stęsknione ciało i odczuwa zapowiedź ulgi. Macha rączkami i uderza stopami. Przestaje, cierpi nadal, ale nie ma siły myśleć ani żywić nadziei. Nadsłuchuje. Potem znowu zasypia.”

Przewijanie

„Nagle zostaje podniesione; pojawia się znowu oczekiwanie tego, co mu się należy. Mokra pielucha zostaje usunięta. Odprężenie. Żywe ręce dotykają jego skóry. Jego stopy są podnoszone i nowy, suchy jak pieprz kawałek materiału owija jego biodra. I znowu jest tak, jakby nie istniały ręce ani mokra pielucha. Nie ma żadnego świadomego wspomnienia, żadnego śladu nadziei. Dziecko znajduje się w nieznośnej pustce, bezczasowej, pozbawionej ruchu, spokojnej, pełnej niezaspokojonego pragnienia. Jego kontinuum uruchamia swoje środki wyjątkowe, ale pomagają one jedynie przetrwać pustkę między prawidłowymi przecież zabiegami lub przynieść ulgę dzięki osobie, która być może ją wypełni. Dla tego ekstremalnego przypadku kontinuum nie ma żadnego rozwiązania. Sytuacja jest poza jego wielkim doświadczeniem. Tylko po kilku godzinach oddychania dziecko osiągnęło taki stopień wyobcowania ze swojej natury, że jest poza ratującymi siłami potężnego kontinuum. Czas jego pobytu w ciele matki był prawdopodobnie ostatnim okresem nieprzerwanego zadowolenia, który zgodnie z wrodzonymi mu oczekiwaniami powinien trwać całe życie. Jego istota opiera się na założeniu, że matka zachowuje się odpowiednio do sytuacji, i że motywacje i odpowiadające im działania będą się wzajemnie uzupełniały w sposób naturalny.”

Karmienie

„Ktoś przychodzi i fachowo podnosi je do góry. Dziecko ożywia się. Jak na jego gust jest wprawdzie niesione zbyt delikatnie, ale przynajmniej coś się dzieje. Teraz czuje się na właściwym miejscu. Strach, którego doznało, zniknął. Wypoczywa w obejmujących ramionach i jakkolwiek jego skóra nie odbiera poprzez materiał wrażenia ulgi, żadnego przesłania od ciała żyjącego tuż przy jego ciele, to ręce i usta mówią, że wszystko jest w porządku. Wyraźna radość życia, która w stanie kontinuum jest normalna, jest teraz prawie pełna. Jest smak i struktura piersi, ciepłe mleko płynie do jego pożądliwych ust, bije serce, które powinno być dla niego nicią, potwierdzeniem związku z ciałem matki. Jego słaby wzrok rejestruje ruch. Także ton głosu jest prawidłowy. Jedynie materiał i zapach (jego mama używa wody kolońskiej) są pewnym dysonansem. Ssie, a gdy czuje się syte i zadowolone, zasypia. Budząc się, odnajduje się w piekle. Żadnego wspomnienia, żadnej nadziei, żadna myśl nie może przywołać w tej pustce pocieszającego wspomnienia wizyty u matki. Mijają godziny, dnie i noce. Dziecko krzyczy i zmęczone zasypia. Budzi się i moczy pieluszki. Teraz nie wiąże się z tym żadne uczucie błogości. Jego organy wewnętrzne nie przekazują mu radości odprężenia, którą zagłusza ciągle narastający ból, gdy ciepła, zawierająca kwas uryna podrażnia jego już otarte do krwi ciało. Krzyczy. Jego zmęczone płuca muszą krzyczeć, żeby zagłuszyć ostre pieczenie. Krzyczy, aż ból i krzyk zmęczą je, zanim znowu zaśnie. W jego klinice, która wcale nie jest wyjątkiem, pracowite pielęgniarki zmieniają pieluchy według planu, suche, wilgotne czy też zupełnie mokre; posyłają dzieci do domu całkiem obolałe, gdzie ktoś, kto ma czas na takie sprawy, musi je prawidłowo pielęgnować.

Kiedy już znajdzie się w domu swojej matki (nie można go jeszcze nazwać jego domem), w pełni już poznał istotę życia. Na przedświadomej płaszczyźnie, która określi wszystkie jego późniejsze wrażenia, i która przejmuje ich piętno, poznaje życie jako niewypowiedziane osamotnienie, bez reakcji na wysyłane przez siebie sygnały, pełne bólu. Ale jeszcze nie zrezygnowało. Dopóki jest w nim życie, dopóty siły jego kontinuum stale próbują osiągnąć stan równowagi.”

W domu

„Dom w istocie nie różni się od kliniki położniczej, także pod względem bolesnych odczuć dziecka. Godziny, podczas których czuwa, pełne są tęsknoty, pragnienia i nieustannego oczekiwania na to, że prawidłowość w sensie kontinuum może zastąpić pozbawioną dźwięków pustkę. Przez kilka minut w ciągu dnia jego pragnienie spełnia się i ogromna, odczuwana na skórze jak swędzenie potrzeba dotyku, bycia trzymanym i noszonym, zostaje zaspokojona. Jego matka jest tą, która po wielu rozważaniach zdecydowała się dopuścić je do swojej piersi. Kocha je z nieznaną dotąd czułością. Na początku jest jej ciężko kłaść je po karmieniu do łóżeczka, szczególnie wtedy, gdy tak rozpaczliwie płacze. Ale jest przekonana, że musi tak postępować, ponieważ matka powiedziała jej (a przecież musi to wiedzieć), że jeżeli mu ustąpi, to później źle wychowane będzie sprawiało kłopoty. Chce robić wszystko prawidłowo; przez chwilę czuje, że to małe życie, które trzyma w ramionach, jest ważniejsze niż wszystko na ziemi.”

Perfekcyjny pokój dziecięcy

„Wzdycha i kładzie je delikatnie do łóżeczka, zharmonizowanego z całością pokoju, przystrojonego w żółte kaczuszki. Włożyła wiele pracy w wyposażenie go w miękkie zasłony, dywan w kształcie ogromnej pandy, biały stół toaletowy, wannę do kąpieli i komodę na wyprawkę. Do tego należy puder, olejek, mydło, środek do mycia włosów i szczotka — wszystko ozdobione i zawinięte w typowo dziecięce kolory. Na ścianie wiszą obrazki przedstawiające ubrane jak ludzie zwierzątka. Komoda pełna jest małych podkoszulków, śpioszków, bucików, czapeczek, rękawiczek i pieluszek. W odpowiednim rogu znajduje się zestaw zabawek i waza z ciętymi kwiatami, ponieważ mama «kocha» też kwiaty. Wygładza dziecku koszulkę i przykrywa je wyhaftowaną powłoczką i kołderką, która ma jego inicjały. Ogląda ją z zadowoleniem. Nie zaniedbano niczego, żeby doskonale urządzić pokój dziecięcy, choć ona i jej młody mąż jeszcze nie mogą sprawić sobie tych wszystkich mebli, które planują do innych pokoi w domu.”

Nic mu się nie dzieje

„Pochyla się nad niemowlęciem i całuje je w aksamitny policzek; potem idzie do drzwi, podczas gdy pierwszy, bolesny krzyk wstrząsa jego ciałem. Powoli zamyka drzwi. Wypowiedziała mu wojnę. Jej wola musi mieć przewagę nad jego wolą. Poprzez drzwi słyszy dźwięki jakby kogoś maltretowanego. Jej kontinuum rozpoznaje je jako takie. Natura nie daje żadnego wyraźnego znaku, że ktoś jest maltretowany, jeżeli nie jest tak rzeczywiście. Słyszy, że jest to coś poważnego. Waha się. Jej serce wyrywa się do dziecka, ale opiera ile pokusie i odchodzi. Właśnie jest świeżo przewinięte i nakarmione. Dlatego jest pewna, że w rzeczywistości mc mu nie brakuje, i pozwala mu płakać aż do wyczerpania. Dziecko budzi się i krzyczy nadal. Jego matka spogląda zza drzwi, żeby się przekonać, że leży prawidłowo; cicho, aby nie obudzić w nim niepotrzebnej nadziei na jej obecność, ponownie zamyka drzwi. Biegnie pospiesznie do kuchni, do swojej pracy i zostawia drzwi otwarte, aby mogła usłyszeć dziecko, gdyby «mu się coś stało». Krzyki niemowlęcia przechodzą w drżące kwilenie. Ponieważ nikt nie odpowiada, siła napędowa wysyłanych sygnałów gubi się w chaosie martwej pustki, w której przecież już od dawna powinna pojawić się ulga. Rozgląda się. Po drugiej stronie prętów jego łóżeczka jest ściana. Światło jest stłumione. Nie może się obrócić. Widzi tylko nieruchome pręty kraty i ścianę. Z daleka dochodzą bezsensowne dźwięki. W jego pobliżu jest cisza. Patrzy na ścianę, aż zamykają mu się oczy. Kiedy później otwiera je znowu, pręty i ściany są dokładnie takie same, jak poprzednio, ale światło jest jeszcze bardziej stłumione.”

 

L. i J. Liedloff,  W poszukiwaniu straconego szczęścia 1980

Posted on 19 lipca 2018 in Cytaty, Powrót do siebie, Wewnętrzne dziecko

Share the Story

About the Author

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.